Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 147 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

balon wypełniony gorącym powietrzem

poniedziałek, 10 września 2007 15:39

balon wypełniony gorącym powietrzem

 

Dawno, dawno temu żył sobie cukiernik, który odbył lot balonem wypełnionym wodorem.

Działo się to w 1810 roku. Zaprosił przyjaciela z Bristolu. Lot rozpoczął się całkiem pomyślnie – lecieli nad Kanałem Bristolskim w kierunku Cardiff.

Jednakże mniej więcej w odległości siedmiu kilometrów od Combe Martin runęli do morza.

Nie połamali sobie jednak nóg ani nie utonęli; balon nie zapalił się i nie spłonęli żywcem.

Zdarzyło się natomiast coś niebywałego: gondola kołysała się na falach, balon wydymał się na wietrze
z tyłu za nimi i – hokus-pokus! – uratowali się. Przez godzinę unosili się w ten sposób na wodzie, po czym wydobył ich z morza statek z Lynmouth.

Maude Zing zawsze wolała opowieść o cukierniku od historii malarza akwarelisty, który wymyślił spadochron spadający czaszą w dół.

Lubi wyobrażać sobie, jak musiał wyglądać balon unoszący się na powierzchni morza. Malutka gondola, ogromna kula z kolorowej tkaniny, małe figurki mężczyzn pełnych nadziei, bezmiar wód i nieba. Było to: takie dziwne, takie piękne, takie tajemnicze jak te wszystkie niezwykłe, bajeczne rzeczy: wieloryby, latające ryby, bezowe babeczki z bitą śmietaną i niespodziewane opady śniegu.

Ale historia cukiernika była czymś więcej. Katastrofa uległa transformacji. Z ocalałego balonu został wyczarowany żaglowiec.

 

************************************************************************** 

 

Tym końcowym fragmentem książki zamykamy naszego bloga... dziękujemy za wszyetkie chwile spędzone z nami w magicznym świecie Zingów i jeszcze raz zachęcamy do lektury powieści "Mam łóżko z racuchów"!

 

Do zobaczenia gdzieś - przy kartach innej ksiażki! :-)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (36) | dodaj komentarz

Niewzruszony, pozostaję

czwartek, 06 września 2007 16:04
Niewzruszony, pozostaję
 
 
 
710218_lessons_of_life_1.jpgMój ojciec umarł w Wielki Piątek. Nie było to dla mnie – ani dla nikogo innego – zaskoczeniem. (Podobnie, jak zaskoczeniem nie było, że trzeciego dnia nie zmartwychwstał, jak podśmiewali się niewesoło żałobnicy, którzy zgromadzili się w rodzinnym domu po pogrzebie, który odbył się tydzień później). Rak toczył jego coraz słabsze ciało przez trzy długie lata, więc każdy, kto miał na to ochotę, zdążył się z nim pożegnać.


Siedziałem samotnie w fotelu, z oczami wlepionymi w podłogę, medytując odwieczny problem, który pojawiał się ilekroć odchodził ktoś bliski. Polegał on na tym, iż zamiast czuć – tak jak wszyscy zgromadzeni wokół – żal i smutek, czułem jedynie pustkę i otępienie. Ktoś mógłby myśleć, że gdy owo otępienie ustępowało, ból i uświadomienie straty – konieczne przecież odreagowanie każdej tragedii – dochodziły do głosu; ale nie, silniejsze emocje nie wystąpiły ani razu. Także teraz, kiedy, jak mogło się wydawać – i jak pewnie myśleli krewni, spoglądający na mnie z nieukrywaną troską – utraciłem osobę tak bliską, utraciłem ojca.


Z zadumy wyrwała mnie matka, wkładając w moje ręce filiżankę herbaty i talerzyk z ciastem, które kiedyś było świąteczne. Spojrzałem na nią, uśmiechnęła się nieznacznie i wróciła do kuchni. „Nieźle się trzyma”, pomyślałem, „ale ona zawsze była twarda”.


Podniosłem do ust łyżeczkę z kawałkiem ciasta – takiego, jakie zawsze, odkąd zdolny byłem pamiętać, matka piekła na święta – i popiłem łykiem gorącej herbaty.

Autor: szymek_t

Zobacz całą treść tekstu w serwisie Broszka.pl




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Sekrety rodzinne

wtorek, 04 września 2007 15:27
Sekrety rodzinne
 
 
 

829952_tomato.jpgW okolicach południa obudził mnie hałas. Odgłosy krzątaniny i ganianiny, tak niespotykane w tym domu, o tej porze, były na tyle głośne, że nie sposób było ich dłużej ignorować. Nie udało mi się wstać za pierwszym razem, ale wybaczcie, po wczorajszej nocy, gdyby przytrafiła się któremukolwiek z Was, też postawiłby Was na nogi dopiero koktajl z Alka Seltzera, Red Bulla i jajecznica. Ale dla mnie to nic nowego w zasadzie, więc przekręciłem się tylko na bok i wymacałem szklankę z wodą, którą przytomnie postawiłem na stoliku poprzedniej nocy i wygrzebałem z szufladki musujące pigułki. Czekając aż tabletka się rozpuści, wsłuchiwałem się w cichutki syk bąbelków, zaniepokojony coraz głośniejszymi krzykami dochodzącymi z dalszej części domu. Wlałem w siebie na wpół rozpuszczony Alka Seltzer i podniosłem się z trudem. Naciągnąłem w pośpiechu czysty T-shirt i wczorajsze, cuchnące dymem tytoniowym i pijackim wieczorem spędzonym w knajpie dżinsy i zszedłem na dół. Nie wyglądało to dobrze. Matka zazwyczaj spokojna i stonowana, płakała na środku salonu, co chwilę miotając przez łzy przekleństwa. W kąciku, na fotelu, z poszarzałą twarzą siedziała babcia zaciskając pięści na kolanach. Siostra zawodziła na kanapie. Frederick, nasz kamerdyner, całe szczęście czuwał i już pośpiesznie nalewał kolejne szklaneczki whisky. Tylko gdzie się podział dziadek? Nigdy nie omijał rodzinnych zgromadzeń. Może był w firmie, w końcu było już południe.

 


- Cześć wszystkim – zawołałem na tyle radośnie, na ile potrafiłem, ale może to z powodu kaca, czy widoku wyrazu ich twarzy, jakoś nie wypadło to najlepiej. Naprawdę, wypadło to strasznie żałośnie i piskliwie.

 

Autor: koralina

 

Zobacz całe opowiadanie w serwisie Broszka.pl

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Dip z awokado Inżyniera Lotnictwa

wtorek, 04 września 2007 15:19
Dip z awokado Inżyniera Lotnictwa



Składniki: 1 awokado, 1 ząbek czosnku, łyżka oleju, sól i pieprz

 

Składniki wrzucić do rozdrabniacza i zmiksować na gładką masę.


 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Tajemnice rodzinne

poniedziałek, 03 września 2007 13:58
Tajemnice rodzinne
 
 
 

803619_write_if_you_want_3.jpg11 kwietnia

Dzień dobry, Emilko.

Wiem, że masz na imię Emilka z kartki, którą znalazłem w szufladzie ojca. Nie, nie szperałem w poszukiwaniu kasy, dowodów zbrodni, ani kompromitujących zdjęć. Jak zawsze podbierałem mu kartki na sprawozdanie, wiesz A4, nie wiem jak to się dzieje, że wiecznie mi ich brakuje. Śmiać mi się chce z samego siebie, że piszę, nie wiem, nawet jak to ująć…, ale jak odkrywasz w domu coś, o czym nie masz pojęcia, zawsze Cię to intryguje, prawda? Mnie zawsze. Pewnie nie zwróciłbym uwagi na adres, gdyby to była wizytówka (ojciec ma takich mnóstwo), ale znalazłem fioletową kartkę z Małą Syrenką w tle. Przyznasz, że to dość dziwne jak na interesy, co? W dodatku tak to było napisane: Emilka, nie Emilia. Dlatego piszę. Kim Ty jesteś, Emilko?

Paweł


29 kwietnia

Pawle,

jestem Emilką, mamą, malarką i brunetką z bordowymi pasemkami. Heh, pewnie nic Ci to nie mówi, ale nie wiem, jak mam zacząć. Kiedy Twój ojciec po raz pierwszy trzymał w rękach tą fioletową karteczkę, nie byłam jeszcze ani mamą, ani brunetką z pasemkami.

 

Autor: Daguniek

 

Zobacz całe opowiadanie w serwisie Broszka.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 135986

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl